Przejdź do treści

Przemyślenia4 min czytania

Nie zaczynam od zera. Kim jestem i po co mi 500 km szutru

Dziesięć lat startów, od Runmageddonu przez maratony po pełnego Ironmana. Teraz zamieniam strukturę na szuter i jadę po kolejne granice.

Zanim zacznę pisać o treningach, kilometrach i o tym, co dzieje się w głowie po kilkunastu godzinach na rowerze, wypada się przedstawić.

Nie jestem kimś, kto właśnie kupił gravela i zastanawia się, czy da radę przejechać sto kilometrów. Sporty wytrzymałościowe są ze mną od dziesięciu lat. Przez sześć z nich trenowałem pod okiem trenera triathlonu, według planu i w uporządkowanej strukturze. Teraz idę w stronę, w której jest więcej zabawy i więcej niewiadomych.

Dziesięć lat numerów startowych

Od 2016 roku uzbierało się 74 starty: 31 triathlonów, 27 biegów, kilkanaście maratonów MTB i kilka rzeczy, które trudno wrzucić do jednej szuflady.

Zaczęło się od Runmageddonu w Zabrzu w 2016 roku. Potem przyszły maratony MTB na Śląsku, na krótkim dystansie: Rybnik, Żywiec, Brenna, Ustroń. W 2018 roku spróbowałem pierwszego triathlonu i to on na kilka lat stał się główną osią mojego sezonu.

Na co dzień: dane, logika i ludzie

Zawodowo siedzę w IT. Dużo czasu spędzam przy komputerze, wśród danych, cyferek i logiki, ale też w ciągłym kontakcie z ludźmi. To praca, która wymaga uwagi przez cały dzień.

Dlatego długi dystans jest dla mnie czymś więcej niż sportem. To samotność długodystansowca w najlepszym znaczeniu: jestem sam i nikt niczego ode mnie nie chce. Mogę się wyciszyć, medytować, wizualizować. Na rowerze odpoczywam, nawet jeśli nogi mówią co innego.

Triathlon, czyli nauka cierpliwości

Triathlon nauczył mnie, że forma to suma lat, a nie jednego sezonu. Dobrze to widać na połówce Ironmana:

  • Malbork 2019: 5:20:14
  • Malbork 2022: 5:04:36
  • Malbork 2024: 4:54:03
  • Kórnik 2025: 4:45:14

Po drodze było też pierwsze miejsce w kategorii na ćwiartce w Bydgoszczy w 2024 roku.

We wrześniu 2025 roku przepłynąłem, przejechałem i przebiegłem pełny dystans na Castle Triathlon w Malborku. Na mecie zegar pokazał 10:20:00.

Bieganie, czyli liczby, które nie kłamią

Maraton to dystans, przy którym nie da się oszukać przygotowań. Moje wyniki z ostatnich lat wyglądają tak:

Rok Maraton Czas
2023 Toruń 3:46:21
2024 Berlin 3:23:13
2025 Praga 3:08:21
2026 Gdańsk 3:03:46

Przez trzy lata urwałem ponad czterdzieści minut. Półmaraton zszedł do 1:24:01, a dycha do 37:32. To nie jest talent, tylko systematyczna praca.

Sześć lat z trenerem

Za tymi liczbami stoi sześć pięknych lat pracy z trenerem triathlonu. Nauczyłem się przez nie, jak buduje się trening: z czego składa się mikrocykl, kiedy ma być mocno, a kiedy lekko, i dlaczego to drugie jest równie ważne jak pierwsze.

Najcenniejsza lekcja nie dotyczyła jednak planu. Nauczyłem się trenować na RPE, czyli według odczuwanego wysiłku, a nie tylko według zegarka i pulsometru. Dzięki temu rozumiem własne ciało i swoje odczucia. Na wyścigu, który trwa półtorej doby, ta umiejętność będzie ważniejsza niż jakakolwiek liczba na liczniku.

Dlaczego teraz gravel

Pierwszy raz na poważnie przypiąłem numer do gravela w czerwcu 2025 roku na Varmia Gravel. Przejechałem 160 km w 5:48 i dojechałem na 30. miejscu. Szuter mnie nie puścił.

Na tej trasie wróciły wspomnienia z maratonów MTB. Trzeba myśleć. Każdy metr to decyzja, którą ścieżkę wybrać. Na każdym kilometrze pilnujesz tempa, które trzeba utrzymać. Każdy podjazd to walka z samym sobą o to, żeby nie odpuścić.

Prawdziwa zabawa zaczęła się po setnym kilometrze. Wpadłem w tunel i dosłownie przestałem widzieć to, co działo się wokół trasy. Byłem tylko ja, rower i droga przede mną. Właśnie po ten stan chcę jechać dalej.

Nie odchodzę od sportu wytrzymałościowego, tylko zmieniam w nim akcenty. W triathlonie walczysz z zegarem na znanym dystansie. W ultra gravelu dochodzi noc, sen, jedzenie i nawigacja. Do tego dochodzi głowa, która gdzieś koło trzysetnego kilometra zaczyna zadawać pytania. Szukam wyzwań, które przesuną moje granice, i to zarówno fizyczne, jak i mentalne.

Plan na 2027

Główny cel to Great Lakes Gravel ULTRA: ok. 500 km po Mazurach, 18–19 września 2027 roku. Chcę to przejechać w około 35 godzin z pięcioma godzinami snu. Po drodze zaplanowałem trzy starty, które mają mnie do tego przygotować:

Start Kiedy Po co
Gravel ok. 110 km kwiecień sprawdzian formy po obozie
Gravel 200–250 km maj/czerwiec pierwszy długi start, 8–10 h, test jedzenia 80–90 g węglowodanów na godzinę
Gravel 350 km lipiec/sierpień próba generalna: ciągiem, ten sam sprzęt, jedzenie i tempo co w pierwszej dobie na 500 km
Great Lakes Gravel ULTRA 18–19 września cel sezonu

Co tu znajdziesz

O sprzęcie piszą inni, i to znacznie lepiej ode mnie. Tutaj będzie przede wszystkim sezon od środka. Pokażę, jak wygląda przygotowanie do ultra, kiedy trening trzeba zmieścić obok pracy, co nie wychodzi i jak radzę sobie ze zmęczeniem, snem i kryzysami.

Druga część to myśli z roweru. Po kilku godzinach jazdy głowa robi się dziwnie czysta. Na ustawkach rozmawia się o wszystkim, nie tylko o przełożeniach. Też chcę to zapisywać.

Na znanych dystansach wiem już, ile mam w nogach. Chcę sprawdzić, ile mam w głowie.

Do zobaczenia na szutrze.